|
|
| O Pośle | Kontakt | Wystąpienia na forum PE | Sprawozdania PE/Opinie | Pytania poselskie | W mediach | Działalność w regionie |
W mediach
Poseł J. Zemke gościem „Forum” w TVPInfo, 7 maja 2010
7 maja br. w programie Forum, SLD reprezentował poseł do Parlamentu Europejskiego Janusz Zemke. Tematyka dysputy dotyczyła obecnego etapu kampanii wyborów Prezydenta RP oraz badania okoliczności tragicznego wypadku samolotu pod Smoleńskiem.
Obok Janusza Zemke w programie uczestniczyli: Adam Szejnfeld (PO), Antoni Macierewicz (PiS), Jarosław Kalinowski (PSL), w loży publicystów zasiedli Zuzanna Dąbrowska i Piotr Semka. Program prowadził Jarosław Kulczycki.
– To było pozytywne zaskoczenie. W czasie zbierania podpisów poparcia dla kandydatów na Prezydenta RP widać było dużą mobilizację elektoratu lewicowego, albowiem w ciągu kilku dni zebrano prawie pół miliona podpisów, choć wymagane było tylko 100 tys. Do komisji wyborczej SLD przekazał ok. 380 tys. Chociaż prognozowany wynik dla Grzegorza Napieralskiego (4 proc.) nie jest najlepszy, ani taki jak byśmy chcieli, ale wiadomo, że na scenie politycznej jest dwóch zawodników wagi ciężkiej i dwóch wagi średniej. Zdominowanie jej przez dwie formacje prawicowe nie jest najlepszym czasem dla lewicy, ale mam nadzieję, że te lepsze czasy nadejdą – powiedział poseł Zemke.
J. Zemke nie zdeklarował kogo poprze kandydat lewicy w II turze wyborów, albowiem nie jest to jeszcze czas na takie rozważania. – Na razie robimy wszystko, by nasz kandydat uzyskał jak najwyższy wynik, a potem zobaczymy jaka będzie sytuacja przed II turą – powiedział.
Drugi wątek tematyczny programu rozpoczęto od braku poparcia w Sejmie m.in. lewicy dla rezolucji PiS o przejęcie śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej przez stronę polską.
Janusz Zemke dowodził, że trzeba było przemyśleć w jakiej sytuacji by ta decyzja została podjęta i jakie skutki by spowodowała. Od miesiąca przecież sprawę bada międzypaństwowa komisja oraz prokuratury polska i rosyjska. Przyjęcie rezolucji spowodowałoby potrzebę zmiany systemu ich pracy. Musielibyśmy zawrzeć i ratyfikować z Rosją umowę o wspólnym wyjaśnianiu katastrof lotniczych, albowiem obecnie obowiązuje tylko porozumienie wojskowe, które nieratyfikowane nie jest obowiązująca umową, tym bardziej nie dotyczy badania lotów cywilnych. Wszystko trzeba by było rozpoczynać od początku, co wydłużyłoby jeszcze bardziej czas na ostateczne wyjaśnienie przyczyn katastrofy.
Ponadto byłoby to bardziej uzasadnione, gdyby pracujące tam zespoły polskich specjalistów i prokuratorów sygnalizowały, że Rosjanie nie reagują na prośby czy sugestie strony polskiej, ale tak nie jest.
– Nie jestem zadowolony ze sposobu informowania opinii publicznej o postępach śledztwa i np. kogo przesłuchano, tym bardziej, że enigmatycznie wyjaśniał swój rekonesans w Rosji prokurator generalny Andrzej Seremet (od kwietnia działający poza struktura rządową).
– Ta katastrofa przerosła nas wszystkich – mówił Janusz Zemke. Nie mieliśmy procedur, nie byliśmy przygotowani do ustalania przyczyn tak wielkiej tragedii dla państwa. Moim zdaniem, teren upadku samolotu powinien być bardziej skutecznie chroniony. Chciałbym wiedzieć, jakie są inicjatywy strony polskiej. Ewidentnym błędem było reagowanie na niezabezpieczone miejsce wypadku dopiero po ujawnieniu przez media incydentów znajdowania dalszych szczątków i rzeczy osobistych ofiar.
Na zakończenie programu Janusz Zemke podkreślił, że podnoszenie wielu szczegółowych kwestii i rozdmuchiwanie sensacji nie prowadzi do skutecznego wyjaśnienia przyczyn katastrofy, bo jak można domagać się już przekazania Polsce tzw. czarnych skrzynek, skoro nie dalej jak wczoraj wyjechał do Moskwy kolejny polski wysłannik, który miał wziąć udział w rozpoznaniu głosu nagranego przez jeden z rejestratorów w samolocie. Czyli te badania ciągle trwają.
(not. nim, Bydgoszcz, 7 maja 2010 r.)
Każdy z nich stracił przyjaciela, 12 kwietnia 2010
Janusz Zemke: - Wracałem samochodem z Brukseli do Warszawy. Mijałem obwodnicą Poznań, kiedy zadzwonił do mnie dziennikarz i poprosił o wypowiedź na temat katastrofy. Jakiej katastrofy? Co pan mówi?
Włączyłem radio. Kolejne depesze nie pozostawiały wątpliwości. Prezydent, małżonka, tylu posłów, senatorów, prezesów. I ci, których tak dobrze znałem. Dziesięciu generałów, wszyscy świetni znajomi. I najcięższy cios: przyjaciele. Jola Szymanek-Deresz, Iza Jaruga i Jurek. Jurek Szmajdziński, przyjaciel szczególny, od wielu, wielu lat, z którego rodziną łączą mnie więzi szczególne. Nie mogłem dalej jechać. Musiałem zaparkować i wyjść na powietrze.
Dokładnie dobę przed tragedią, w piątek o 9.21 (sprawdziłem w telefonie) Jurek dzwonił i długo rozmawialiśmy. Umawialiśmy się na spotkanie we Włocławku. Jurek to wielki fan koszykówki, chciał przyjechać na mecz Anwilu.
Pożegnaliśmy się, powiedzieliśmy: do zobaczenia. I co? Nie wierzę, trudno mi w to uwierzyć.
Znałem także posłów z innych klubów. Aleksander Szczygło - przecież łączyła nas miłość do wojska. Mam jeszcze w komórce SMS-owe życzenia wielkanocne, które mi przesłał kilka tygodni temu. A Wiesiu Woda z PSL. Od 20 lat w Sejmie. Znakomicie się znamy, lubimy.
Widzi pan, o tych wszystkich ludziach mówię, jakby żyli. Bo dla mnie oni żyją. Najpierw wydawało mi się, że to jakiś sen, a nie jawa. Potem poczułem jakąś wielką bezsilność.
Teraz zadaję sobie pytanie: - Dlaczego? Jestem w Warszawie z żoną i dziećmi Jurka Szmajdzińskiego, pomagam im w organizacji pogrzebu. Na tym teraz się skupiam.
(fragment artykułu w "Gazecie Wyborczej", Bydgoszcz, 12 kwietnia 2010 r., MKO, fot. archiwum GW)
Teraz czas dla rodzin ofiar, później na odpowiedź: dlaczego?, 11 kwietnia 2010
W niedzielę, dzień po tragicznej w skutkach katastrofie polskiego samolotu – poseł Janusz Zemke zapraszany do wypowiedzi w mediach, dzielił się swoimi refleksjami w stacji TVN24, TVPInfo oraz TVP1.
Odnosił się przede wszystkim do osobistego dramatu, jaki przeżywają rodziny i bliscy ofiar tragedii.
Wspominał swoje kontakty z wieloma osobami, które już nie wrócą do pracy państwowej i politycznej. Mówił o rozmowach
z prezydentem Kaczyńskim, kiedy pełnił jeszcze funkcję szefa sejmowej Komisji Obrony Narodowej, o uczestnictwie w konferencji nt. roli kobiet w wojsku, kiedy kilka godzin towarzyszył prezydentowej Marii Kaczyńskiej, o wieloletnich znajomościach z posłami, oficerami i generałami WP, którzy zginęli oraz o przyjaźni z nieżyjącymi kolegami z lewicy, w tym z mieszkającą po sąsiedzku rodziną Jerzego Szmajdzińskiego. Z wielkim poruszeniem wspominał o swej obecności podczas pobierania próbek DNA od żony i dzieci.
Pytany, co dobrego winno wyniknąć z tej tragedii narodowej – Janusz Zemke odpowiedział, że oczekiwałby przede wszystkim zmiany charakteru uprawiania polityki. Politykę w Polsce charakteryzują walka i konfrontacja, zaś np. w Parlamencie Europejskim, gdzie teraz zasiada – politykę cechują współdziałanie, dążenie do kompromisu i porozumienia. Nie możemy zapominać, że jeśli ktoś reprezentuje inny pogląd, to ma do tego prawo, i że jest to człowiek, nie daje to podstaw do niszczenia go w jakikolwiek sposób.
Czy obserwowane obecnie zjednoczenie narodowe wobec dramaturgii wypadku ma szanse trwać dłużej?
Poseł powiedział, że bardzo by tego chciał, ale jest to mało prawdopodobne. Polacy mieli już niejedną poruszająca lekcję i nie wyciągnęli wniosków.
Co dla Polski oznacza fakt tragicznej śmierci dowódców wszystkich sił zbrojnych w Polsce? – brzmiało kolejne pytanie.
J. Zemke powiedział, że od strony formalnej – luki w dowodzeniu nie ma, bo wszędzie są pierwsi zastępcy dowódców i oni przejmą obowiązki dowódcze. Nie naruszono na szczęście zasady i nie lecieli również zastępcy dowódców.
Natomiast pozostanie trudna do zatarcia wyrwa po ludziach, którzy odeszli na zawsze. Byli przez lata przygotowywani do swych funkcji, bo nie dzieje się to z dnia na dzień. Posiadali bogaty dorobek w służbie, doświadczenie wojskowe w Polsce, mieli za sobą misje zagraniczne, ukończone specjalistyczne szkolenia, m.in. akademie amerykańskie. Gen. Gongor był niemal gwiazdą – perfekcyjnie posługując się francuskim i angielskim. Byłby doskonałym kandydatem na ważne stanowiska w NATO.
Ich następcy będą potrzebowali czasu, by dojść do takiego mistrzostwa, to jak kwiat, który potrzebuje odpowiednich warunków i czasu by zakwitnąć. Nie zawsze będzie tak, że zastępca dowódcy będzie nadawał się na szefa, to kwestia wielu czynników, m.in. cech psycho-fizycznych. Po wypadku CASY, kiedy zginęła niemal połowa kadry dowódczej, w lotnictwie sytuacja będzie niebywale trudna. Należy życzyć ministrowi Klichowi, by uporał się z tymi sprawami bez większych problemów. Janusz Zemke sugerował także, by nominacje na szefów rodzajów wojsk nadawał już nowo wybrany Prezydent RP (I zastępcy będą pełnić swe funkcje tymczasowo, co nie wyklucza, żeby otrzymali nominacje na szefów).
Strata dla wojska jest poważna. Poza tym nigdzie na świecie w tym samym momencie nie zginęło tylu dowódców.
Czy to, że tyle ważnych dla kraju osób poleciało jednym samolotem było zgodne z procedurami? – Procedury określają precyzyjnie, że nie powinni razem latać prezydent z premierem, czy prezydent z marszałkiem Sejmu. Resztę pozostawia się osądowi zdrowego rozsądku. Mogłoby być jeszcze gorzej, bo przecież rozważano czy ma być jeden lot czy dwa. Mało brakowało, aby na pokładzie tego samolotu znalazł się jeszcze premier z ministrami. Zwykle należy przewidywać, bo lot zawsze niesie jakieś ryzyko, by ewentualne straty były jak najniższe.
Teraz jest czas dla rodzin ofiar katastrofy, by pomóc im przejść przez ten najtrudniejszy czas i pożegnać zmarłych. Grzegorz Napieralski przerwał swój pobyt w Waszyngtonie i wrócił do kraju, dziś rozmawiał z rodzinami naszych kolegów z lewicy, którzy ponieśli śmierć pod Smoleńskiem. Dziś to jest najważniejsze, mimo że straciliśmy połowę kierownictwa klubu poselskiego lewicy.
Bardzo budująca jest ta solidarność narodowa, rekompensująca niejako obawy o ciągłość i bezpieczeństwo państwa. To wymaga poważnej rozmowy w polskim Sejmie, jak w obliczu ostatnich tragicznych doświadczeń zapewnić takie procedury, by struktury państwa nie podlegały zachwianiu wskutek różnych losowych wypadków.
Później przyjdzie czas na głębsze refleksje, na zadanie fundamentalnych pytań, czy na przykład nie można było wybrać lepszego lotniska, czy mimo skrajnych warunków pogodowych trzeba było decydować się na lądowanie?
W czasie kilku tygodni doczekamy się analiz materiałów, które zachowane zostały z lotu i ostatnich chwil przed lądowaniem.
Są czarne skrzynki, są zapisy urządzeń, które rejestrowały rozmowy z wieżą kontrolną, rozmowy wewnątrz kabiny pilota. Będzie bogaty materiał, którego analiza potrafi dać odpowiedź na wiele dzisiejszych wątpliwości.
Not. nim, Bydgoszcz, 11 kwietnia 2010 r.
Mobilny Janusz Zemke, 2 kwietnia 2010
Bydgoski poseł do Parlamentu Europejskiego postanowił iść z duchem czasu. Dzięki specjalnej aplikacji jego stronę internetową można od teraz przeglądać także w iPhone'ach i iPodach.
Posiadanie strony internetowej przez polityka stało się w dzisiejszych czasach czymś wręcz wymaganym. Jednak od momentu pojawienia się tzw. smartfonów - telefonów nowej generacji, które są po części komputerami i umożliwiają korzystanie z internetu - to właśnie przy ich pomocy ludzie często przeglądają zawartość sieci. Problem w tym, że często witryny nie są przystosowane do smartfonów, co uniemożliwia wygodne ich przeglądanie (często występuje np. słaba czytelność niektórych elementów na małym ekranie telefonu).
Takich kłopotów nie przysporzy nam już strona internetowa Janusza Zemke, przystosowana do telefonów nowej generacji. Jak czytamy na stronie internetowej polityka: Dorównując standardom swoich kolegów posłów w Parlamencie Europejskim z wielu krajów Europy, od 20 marca br. Janusz Zemke dysponuje - jako pierwszy polityk w Polsce - aplikacją, pozwalającą śledzić stronę internetową na ekranach iPhone'a oraz iPoda. Aplikacja pozwala na wygodne czytanie tekstów strony na małym ekranie, a nie tylko oglądanie jej miniaturki. Zapewnia także stały dostęp do bieżących informacji natychmiast po ich ukazaniu się w sieci (aktualności, komunikaty) oraz łatwy kontakt: wybranie numeru telefonu, skrzynki pocztowej czy lokalizacji na mapie - wszystko jednym dotknięciem palca.
Co do samej strony internetowej bydgoskiego posła, prezentuje się ona co najmniej solidnie - w oddzielnych działach możemy znaleźć informacje dotyczące Parlamentu Europejskiego, działalności Janusza Zemke w regionie, czy poznać jego zdanie na wybrany temat. Sporo miejsca poświęcono inicjatywom regionalnym, takim jak staże studenckie. Podany jest również adres e-mailowy do korespondencji. A jak prezentują się strony internetowe innych bydgoskich polityków?
Wiele zarzucić nie można witrynie Radosława Sikorskiego, może poza tym, że wciąż jest ona mocno skoncentrowana na prezydenckich prawyborach. Ciekawostką jest oddzielny dział poświęcony rodzinie Ministra Spraw Zagranicznych. Po kliknięciu w konkretną zakładkę mamy także dostęp do informacji prasowych, dotyczących Sikorskiego. Skontaktować się z posłem możemy poprzez specjalny formularz kontaktowy, a także poprzez wiele portali społecznościowych - wszystkie są wymienione na stronie.
Nieco gorzej prezentuje się strona Ryszarda Czarneckiego. Jest uboższa w materiały, mamy za to dostęp do prowadzonego przez europosła videobloga. Skromnie prezentują się witryny Tadeusza Zwiefki i Eugeniusza Kłopotka. Na stronie Zwiefki sporo miejsca poświęcono encyklopedycznym informacjom o Unii Europejskiej, razi za to - podobnie jak w przypadku adresu www Kłopotka - brak często aktualizowanego działu publikacji.
(www.infobydgoszcz.pl, 2 kwietnia 2010 r., Łukasz Hałajda)
O terroryzmie w "Rozmowie dnia", 31 marca 2010
W "Rozmowie dnia" na antenie radia Pomorza i Kujaw Janusz Zemke mówił o zjawiskach i metodach zwalczania terroryzmu w kontekście ataku w moskiewskim metrze. Audycje prowadził redaktor Marek Ledwosiński.
Poseł zwrócił uwagę na nieskuteczność przeciwdziałania terroryzmowi w Rosji. Po wielu przypadkach ataków, tak drastycznych jak na szkołę w Biesłanie, Rosjanie zapowiadają ciągle ostateczne rozprawienie się z terrorystami, a kolejne ataki dowodzą, że tak się nie dzieje.
Terroryści nie podejmują walki z żołnierzami lecz atakują bezbronną ludność cywilną. Metoda działania przemocą potęguje tylko przemoc. Konflikt na Kaukazie ma 200-letnią historię i szybkiego pokojowego rozwiązania nie możemy oczekiwać.
Poseł Zemke mówił także o przygotowaniach antyterrorystycznych przed mistrzostwami świata w piłce nożnej w 2012 r.
POSŁUCHAJ:
Not. nim, fot. se.pl, Bydgoszcz, 31 marca 2010 r.
J. Zemke w „Gorącej godzinie” – audycji radia Pomorza i Kujaw, 27 marca 2010
Kanwą cyklicznej, zwykle wielowątkowej audycji były zakończone prawybory kandydata na prezydenta RP w Platformie Obywatelskiej i rodzące się pytanie: Jakie ryzyko niesie poznawanie partii od środka?
Pytanie było cytatem wypowiedzi Hanny Gronkiewicz-Waltz ogłaszającej wynik prawyborów: „Podjęliśmy ryzyko poznania partii od środka, poznaliśmy kandydatów, poznawaliśmy siebie nawzajem”.
W programie udział wzięli obok eurodeputowanego Janusza Zemke – Tomasz Latos poseł PiS, Edward Hartwig wicemarszałek województwa (PO), Sławomir Sadowski politolog i Franciszek Nowotnikiewicz (PSL).
Janusz Zemke nie był zaskoczony wynikiem prawyborów. - Na zadawane mi często pytanie: - Kto wygra prawybory? - konsekwentnie odpowiadałem, że wygra Bronisław Komorowski, z kilku oczywistych względów, m.in. dlatego, że cały czas jest w szeregach PO, a R. Sikorski do PO doszedł niedawno i jeżeli zdecydowano, że wybór ma być dokonany przez członków PO, to taki wybór był naturalny.
Liczbowy wynik głosowania i znaczna przewaga B. Komorowskiego też nie jest zaskoczeniem, gdyż Radosław Sikorski sporo głosów stracił na życzenie własne – miał kilka wypowiedzi bardzo niefortunnych, np. o prezydencie państwa. Można się z prezydentem zgadzać lub nie, można prezydenta państwa lubić bądź nie, ale nigdy minister spraw zagranicznych w żadnym państwie o prezydencie tego państwa oficjalnie tak mówić nie powinien. Teraz nadal będzie musiał z prezydentem współpracować, bo razem prowadzą politykę zagraniczną. Było to nieodpowiedzialne. Ludzie mogli pomyśleć, że skoro już teraz - jako pretendent - zachował się nieodpowiedzialnie, to jakby został prezydentem, też może zachowywać się nieodpowiedzialnie.
Natomiast zaskoczeniem była niska frekwencja w prawyborach, gdyż PO jest partią inteligencką i skupiającą wielu ludzi młodych, obeznanych z technikami internetowymi. Liczyłem, że będzie ok. 70 proc.
- Koniec prawyborów w PO, to faktycznie początek kampanii wyborczej, ogłoszony przez premiera, a tymczasem kadencja Lecha Kaczyńskiego upływa dopiero w grudniu br., obawiam się, że będziemy odtąd w stanie permanentnej kampanii wyborczej i obserwatorami ciągłej walki na linii premier-prezydent. W Polsce wybory prezydenckie są przygotowywane dziwnie. W innych krajach najmocniejsi kandydaci ubiegają się o ten urząd, a w Polsce dwóch najmocniejszych – Tusk i Cimoszewicz – odpowiedziało nam NIE, mówi ł J. Zemke.
Czy inne partie nie powinny rozważyć organizacji prawyborów? Np. na lewicy – wyłonić jednego silnego kandydata – sugerowała dziennikarka.
Janusz Zemke powiedział, że w SLD wyłoniliśmy Jerzego Szmajdzińskiego w wyniku licznych konsultacji. Rozważane były kandydatury m.in. J. Szymanek-Deresz, R. Kalisza i Szmajdziński nie był jedyny. Nas do robienia prawyborów namawiają dziś koledzy z innych partii lewicowych, którzy w poprzednich kampaniach wybory przegrali. To jest najlepszy test wyborczy. Wyborcy o tym zdecydowali, że podczas wyborów 2005, 2007, 2009 r. wyraźnie wyszło, że na lewicy jest jedna licząca się partia (SLD) i nie możemy ciągle robić prawyborów.
Wśród elementów prawyborczej dysputy pominięto sprawy zagraniczne i bezpieczeństwo. O czym chcemy mówić w UE, czy tylko integracja ekonomiczna i pozyskiwanie środków finansowych? Czy przegraliśmy dyplomację unijną?
- Jako całe koło polskie w PE mieliśmy niedawno (25 marca br.) spotkanie z ambasadorem Polski przy UE Janem Tombińskim, prowadził spotkanie Jacek Saryusz-Wolski, byliśmy wszyscy, bo są takie momenty przełomowe. Właśnie teraz jest taki moment, kiedy powstaje nowa dyplomacja unijna o zintegrowanym charakterze. Nawet nie to, że tam będzie pracowało aż 6 tys. ludzi, ale że będzie miała do dyspozycji poważne instrumenty działania – ogromne środki pomocowe, idące w miliardy euro (na wspieranie różnych ruchów, ochronę praw człowieka, pomoc humanitarną itp.) i my jesteśmy silnie zaniepokojeni tym co się dzieje, bo będzie ok. stu pięćdziesięciu placówek do obsadzenia i jeśli tu się nie przebijemy byłoby fatalnie.
Boje się, że nasze aspiracje artykułujemy za słabo, tak to powiem delikatnie, bo czasami jak się chce coś osiągnąć, to trzeba zacząć o tym bardzo wyraźnie mówić. I tak np. w Polsce się mówi, że jesteśmy zainteresowani placówkami na kierunku wschodnim, a tu na placówkę w Kijowie mianowano Portugalczyka – powiedział na antenie PiK Janusz Zemke.
Not. nim, Bydgoszcz, 27 marca 2010 r.
Jednolite zasady UE reagowania wobec katastrof lotniczych, 12 marca 2010
Jeśli wejdzie w życie znowelizowane rozporządzenie Komisji Europejskiej na temat reagowania w przypadku katastrof czy incydentów lotniczych, już w ciągu 2 godzin można będzie ustalić kto został poszkodowany i rozpocząć pomoc dla rodzin ofiar.
Tekst rozporządzenia analizowali ministrowie transportu Wspólnoty Europejskiej.
Poseł Janusz Zemke, jako koreferent Komisji Transportu i Turystyki Parlamentu Europejskiego pracuje nad tym dokumentem. W audycji EURANET w programie 1 Polskiego Radia, 12 marca br. Zuzanna Dąbrowska pytała posła Janusza Zemke o korzyści jakie mogą płynąć ze zmian w tym unijnym dokumencie dla milionów osób podróżujących transportem lotniczym.
Posłuchaj wypowiedzi posła na antenie Jedynki w magazynie Euranet:
Poseł J. Zemke wymienił 3 podstawowe i korzystne zmiany:
1. Badane będą obowiązkowo - dla ujednolicenia doświadczeń służb lotniczych - nie tylko poważne katastrofy lotnicze ale także wszystkie incydenty;
2. Skrócony zostanie czas powiadamiania osób bliskich ofiarom katastrofy lotniczej;
3. Ujednolicony zostanie w całej Unii system niesienia pomocy rodzinom ofiar katastrof i incydentów lotniczych.
(Not. nim, Bydgoszcz, 12 marca 2010 r).
Janusz Zemke w Polskim Radiu : Burza w Gromie, 3 marca 2010
Z Januszem Zemke, eurodeputowanym SLD rozmawiała na antenie Polskiego Radia (Program Pierwszy) - Zuzanna Dąbrowska.
Zuzanna Dąbrowska: Panie pośle, wczoraj minister obrony narodowej rozpoczął kontrolę w jednostce specjalnej Grom. To jest sytuacja bez precedensu, jeden z oficerów oskarżył dowódcę o nepotyzm, działania wbrew interesom jednostki, a co za tym idzie wbrew polskiej racji stanu. Czy sądzi pan, że ta sytuacja może się negatywnie odbić na gotowości Gromu?
Janusz Zemke: Może się negatywnie oczywiście odbić. Rzeczywiście, tak jak pani słusznie powiedziała, ta kontrola to jest rzecz bezprecedensowa. Szczerze powiem, że nie do końca wiemy, jaka jest tam wewnątrz sytuacja, dlatego że jest to jednostka, o której działaniu mówi się stosunkowo mało, jest to jednostka rzeczywiście świetna, to jest taka duma naszego kraju, ale tam ostatnimi czasy są różne nieczytelne rzeczy. Ja to mogę tylko mówić warunkowo. Otóż gdyby było prawdą to, co czytałem w Rzeczpospolitej, ale nie tylko, że z tej jednostki odeszli dowódcy zespołów bojowych, czyli to są w gruncie rzeczy najważniejsze osoby w jednostce, bo to oni prowadzą operacje, no, to zły sygnał.
Z.D.: Z doświadczeniem, dodajmy, w Iraku i w Afganistanie.
J.Z.: To byłby bardzo zły sygnał, dlatego że takiego dowódcę przygotowuje się długo. To nie wystarczy tylko, że on ma określone predyspozycje, że przejdzie wszystkie szkolenia w Polsce. Dowódca zespołu bojowego bierze udział w różnych misjach, ale także uczy się współdziałania z podobnymi jednostkami w świecie, więc utrata takich ludzi oczywiście musi mieć wpływ na zdolność działania. Liczę na to, że pan minister Klich, kontrola, która tam pojechała, wyjaśni, jaki jest stan rzeczywisty.
Z.D.: Za doniesieniem do prokuratury pada też drugi argument, czyli oprócz podejrzenia o nepotyzm, padają słowa o naruszaniu godności i poniżaniu przez pułkownika Dariusza Zawadkę, czyli dowódcę...
J.Z.: Ojej!
Z.D.: No, to są rzeczy, które w tak elitarnej jednostce...
J.Z.: Aż mi się w to nie chce wierzyć. Ja pana pułkownika Zawadkę znam, oczywiście, zajmuję się przecież sprawami wojska 20 lat. Pan pułkownik Zawadka to jest taki człowiek, który rósł razem z Gromem, on rósł, on był także sam szefem jednego z zespołów bojowych. Byłem w momencie, kiedy obejmował dowództwo Gromu, jeszcze wówczas jako przewodniczący komisji obrony narodowej sejmu i brałem udział na tej ważnej uroczystości zmiany dowódcy i pamiętam, że pana pułkownika Zawadkę wewnątrz Gromu przyjęto bardzo dobrze. Powiadano: „No, nareszcie jeden spośród nas, ten, który rósł razem z nami i z jednostką, został naszym dowódcą”. I nie wiem, co się mogło stać ostatnio.
Z.D.: No tak, a teraz krytycy mówią, że poczuł się może zbyt silny, może za bardzo przyjaźnił się z rzecznikiem rządu, ministrem Pawłem Grasiem, może zaszkodziły Gromowi wspólne mecze piłki nożnej rozgrywane z politykami Platformy Obywatelskiej. Jakie powinny być te relacje między taką jednostką a rządem, a politykami?
J.Z.: Nie no, więc przede wszystkim taka jednostka czy też dowódca nie powinni mieć na zewnątrz, uzewnętrznianych jakichkolwiek poglądów politycznych. Jest to jednostka działająca nie w interesie partii X, Y czy Z, tylko to jest jednostka działająca w interesie obronności i w interesie państwa. Więc jakiekolwiek konotacje polityczne byłyby rzeczą bardzo złą, nie do przyjęcia. Wojsko z założenia musi być apolityczne i ja liczę, że tak jest.
Z.D.: No tak, ale byli dowódcy Gromu – czy to generał Petelicki, czy potem generał Roman Polko – odchodzili właśnie w gestach czysto politycznych, po wyrażeniu sprzeciwu wobec sytuacji politycznej. Więc to, jak powinno być, to jedno, a jak jest?
J.Z.: Nie no, więc ja bym powiedział tak, że ja nie zauważałem w momencie, kiedy któryś z tych panów był dowódcą Gromu, nie zauważałem jakichś prezentowanych przez niego poglądów czy sympatii politycznych. Coś innego to jest odejście i to, co się robi po odejściu, no to wtedy są już cywilami, mogą poglądy mieć jak każdy obywatel i mogą je uzewnętrzniać. Wtedy, kiedy się jest dowódcą takiej jednostki i w ogóle każdej jednostki, nie wolno prezentować żadnych poglądów politycznych. Ja to podkreślam z całą mocą. Powiem pani, pracowałem w MON-ie przez bardzo wiele lat, pracowałem w otoczeniu mądrych generałów, nigdy ich się nie pytałem o poglądy polityczne, nawet nie wiem, jakie mają, bo to nie miało w przypadku dowódcy żadnego znaczenia.
(Źródło: www.sld.org.pl, 3 marca 2010 r.)
„Rozmowa dnia” z udziałem J. Zemke, 18 lutego 2010
Redaktor Magda Jasińska do audycji „Rozmowa dnia” zaprosiła 18 lutego br. europosła Janusza Zemke, który dwa kolejne dni przebywał na terenie województwa kujawsko-pomorskiego.
Poseł poinformował o spotkaniach, w których uczestniczył – 17 lutego br. na terenie Włocławka, m.in. wziął udział w eurodebacie w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej, spotkał się z więźniami w Zakładzie Karnym w ramach edukacji obywatelskiej, z członkami SLD, a 18 lutego br. odwiedził Szkolny Klub Europejski w Zespole Szkół Zawodowych, zaś wieczorem miał zaplanowane spotkanie w Inowrocławiu.
Poseł wypowiedział się krytycznie na temat decyzji MON o zamiarze przeniesienia Centrum Doktryn i Szkolenia Wojskowego z Bydgoszczy do Torunia oraz o usytuowaniu orkiestry wojskowej.
– Chciałbym, aby decyzje w MON były dobrze umotywowane merytorycznie, a tymczasem jesteśmy świadkami podejmowania ich w wyniku przepychanek polityków. To był kuriozalny pomysł, by Centrum Doktryn oddzieli od bydgoskiego Centrum Szkolenia NATO. Podkreślił, że w MON było już wiele różnych pomysłów rozwiązywania czy likwidowania różnych struktur wojskowych, m.in. wojewódzkich sztabów wojskowych, czemu poseł się sprzeciwiał. Uzasadniał, iż wojsko musi mieć strukturę adekwatną do innych służb wojewódzkich.
Na temat czy Bronisław Komorowski czy Radosław Sikorski zostanie kandydatem PO na prezydenta – poseł stwierdził, iż skoro decydować o tym mają członkowie PO, to silniejszą pozycję w partii ma Bronisław Komorowski.
Janusz Zemke powiedział także, iż popiera 50-procentowy parytet płci na listach wyborczych, bo nie wystarczy tylko mówić o wzrastającej roli kobiet w życiu politycznym ale też zacząć coś robić. Wskazał przykład w europarlamencie, gdzie wśród posłów PiS i PSL nie ma żadnej kobiety, natomiast w grupie politycznej J. Zemkego (S&D) na 184 członków kobiety stanowią 48 proc.
Zobacz video:
(not. nim, Bydgoszcz, 18 lutego 2010 r.)
Janusz Zemke we Włocławku, 17 lutego 2010
We Włocławku gościł europoseł z naszego regionu, były wiceminister obrony, Janusz Zemke.
W Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej znawca spraw obronnych i międzynarodowych wygłosił wykład ,,Europejska polityka bezpieczeństwa i obrony".
Na antenie radia PiK z posłem rozmawiał Marek Ledwosiński:
Zobacz video:
(W radiu Pomorza i Kujaw, 17 lutego 2010 r.)
Eurodebata w WSHE we Włocławku, 17 lutego 2010
Poseł Janusz Zemke uczestniczył 17 lutego 2010 r. w eurodebacie w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej we Włocławku.
Debata, w której udział wzięło od 200 osób toczyła sie wokół "Europejskiej polityki bezpieczeństwa i obrony”.
Tematyka związana była z planowanym uruchomieniem przez uczelnię nowego kierunku kształcenia – bezpieczeństwa narodowego.
Zobacz relację zamieszczoną w "Zbliżeniach" w regionalnej TVP:
"Europejskie drogi" z Januszem Zemke, 10 lutego 2010
W środowej audycji „Europejskie drogi” na antenie Polskiego Radia Pomorza i Kujaw uczestniczył poseł Janusz Zemke. 10 lutego br. wśród aktualnych tematów omawianych wprost z Brukseli były: głosowanie nad składem Komisji Europejskiej, stosunki USA – Unia Europejska oraz partnerstwo wschodnie, czyli konsekwencje wyborów na Ukrainie i sytuacja Polaków na Białorusi.
W rozmowie z prowadzącym audycję – redaktorem Wojciechem Sobocińskim, poseł przedstawił na gorąco wyniki głosowań nad składem Komisji Europejskiej. Spośród ponad 700 głosujących eurodeputowanych za przedstawionym składem KE głosowało ponad 500 posłów z ugrupowań EPL, S&D i ALDE, sprzeciwili się wyborowi „komuniści” i „zieloni”, a konserwatyści z EKR (w tym posłowie PiS) wstrzymali się od głosu.
Takim rezultatem głosowań Komisja Europejska otrzymała wyraźne wsparcie Parlamentu.
Polska ma w Komisji Europejskiej jednego komisarza w osobie Janusza Lewandowskiego, choć dziewięciu innych Polaków pracuje w różnych gabinetach. Poseł Zemke ocenia, iż powoli nasi rodacy przebijają się z podrzędnych, obsługowych do bardziej znaczących funkcji, będąc doradcami lub kierującymi gabinetami (np. Jan Truszczyński wygrał konkurs na dyrektora generalnego, który będzie się zajmował kulturą i oświatą), a na ok. 50 tys. urzędników zatrudnionych jest już 2 tysiące Polaków. Trzeba podkreślić, iż wysokie kryteria kwalifikacji i uzyskiwanie stanowisk zajmowanych dotąd przez przedstawicieli innych krajów czynią ten proces stopniowym, ale widocznym.
Redaktor W. Sobociński przywołał cytat z blogu europosła PiS z woj. kujawsko-pomorskiego R. Czarneckiego, że siarczystym policzkiem dla Unii jest odwołanie spotkania B. Obamy z przedstawicielami UE w Hiszpanii.
Poseł Zemke nie podzielił tego zdania, wskazując, iż Amerykanie rozkładają dziś nieco inaczej swoje priorytety na świecie. Kiedyś centrum światowego zainteresowania były stosunki Europa – USA, obecnie to centrum przenosi się w kierunku Azji.
Na temat nie najwyższej rangi w oczach USA przewodniczącego Unii Europejskiej Hermana Van Rompuya, któremu brak samodzielności – Janusz Zemke powiedział, że nie łączyłbym tej opinii z osobą Rompuya, a raczej z długotrwałym procesem wewnątrz Unii, która obecnie będąc federacją samodzielnych państw długo nie sceduje kompetencji swych przywódców (mających wielkie wpływy w różnych kręgach na świecie) na rzecz jednego przewodniczącego UE.
Przed Parlamentem Europejskim w bieżącej sesji jest jeszcze głosowanie nad porozumieniem nt. wymiany informacji z USA o transakcjach finansowych. Amerykanie – mówił J. Zemke, chcieliby uzyskać dane bankowe klientów w krajach UE, wykorzystując je do monitoringu zamiarów terrorystycznych. Zarówno Polacy jak i w ogóle Europejczycy są bardzo wyczuleni na takie ograniczenie prywatności. Nie mam jeszcze wyrobionego zdania jak głosować. Jest to dylemat – ile oddać wolności, by mieć poczucie bezpieczeństwa, podkreślił eurodeputowany.
Poseł Zemke zapytany – czy wynik wyborów prezydenckich na Ukrainie sprawi, że Ukraina oddali się od Unii Europejskiej? – powiedział, że dopiero praktyka to pokaże. Niebawem będzie też nowy rząd na Ukrainie, a sadzę, że państwo to będzie chciało być gospodarczo bliżej Europy, natomiast oddali się od NATO na rzecz zbliżenia z Rosją. Ukraina nie ma innego wyjścia, jak tylko balansować między Europą, Unia Europejską i Rosją.
Inny ukraiński temat w audycji dotyczył wypromowania na bohatera narodowego S. Bandery przez ustępującego prezydenta Wiktora Juszczenkę. - Jest to dla Polaków bardzo dotkliwy problem, gdyż Bandera ma na rękach krew dziesiątków a może setek tysięcy Polaków. Dobrze, że głos sprzeciwu władz polskich (premiera i prezydenta) brzmi w tej sprawie jednolicie – powiedział J. Zemke.
Szykanowanie Polaków na Białorusi, zwłaszcza członków Związku Polaków jest złamaniem podstawowych standardów w dziedzinie przestrzegania praw człowieka. Tym działaniem Białoruś nie zbliża się do Unii Europejskiej.
Na koniec audycji wywołany został temat obecności władz polskich na obchodach 70 rocznicy zbrodni katyńskiej. Poseł Zemke powiedział, iż na drodze porozumień dyplomatycznych można ustalić obecność i prezydenta i premiera w Katyniu. Jest to ostatnie miejsce, gdzie mogłyby się rozgrywać polityczne potyczki o to, który z nich jest ważniejszy. Obecność premiera Rosji na tych obchodach poseł ocenia jako wyraz szacunku dla pomordowanych, nie tylko przecież Polaków ale i setek Rosjan.
J. Zemke o przyszłości Rosji w PiK-u, 5 lutego 2010
5 lutego br. na antenie radia Pomorza i Kujaw gościł europoseł Janusz Zemke. W „Rozmowie dnia” z red. Markiem Ledwosińskim poseł komentował opublikowany niedawno raport o przyszłości Rosji, opracowany przez Instytut Rozwoju Współczesnego, powiązany z prezydentem Rosji.
W raporcie zapowiada się demokratyczne zmiany w Rosji, jej członkostwo w NATO i Unii Europejskiej, głębokie zmiany w służbach specjalnych i rosyjskiej armii.
Poseł Janusz Zemke podkreślił jednak na wstępie, iż raport ten należy traktować jako jeden ze scenariuszy i pomysłów na rozwój Rosji, która musi się zdecydować, czy chce silniej związać się z Zachodem czy też z Azją. Nie należy się też spodziewać jakichś gwałtownych zmian określonych we wskazówkach raportu, ale traktować je jako wytyczenie celów osiąganych do końca 21 wieku. Czy osiągalnych? W krótkiej perspektywie – nie, w ciągu kilkudziesięciu lat być może tak - mówił Janusz Zemke.
Wojskowa Bydgoszcz jeszcze urośnie w siłę, 21 grudnia 2009
To już pewne: w naszym mieście ulokowana zostanie nowa ważna jednostka wojskowa - Centrum Doktryn i Szkolenia Sił Zbrojnych. Do tego - dzięki dobrej marce w Brukseli - prawie o połowę zwiększy się liczba pracowników JFTC. Na Błoniu stanie hotel dla szkolonych tam zagranicznych żołnierzy.
Minister obrony narodowej Bogdan Klich podpisał już decyzję o utworzeniu w Bydgoszczy strategicznej jednostki. Ma powstać do grudnia 2011 r. Według wstępnych szacunków pracę w niej znajdzie kilkadziesiąt osób.
Czym będą się zajmować? - Toczą się różne misje na całym świecie. Pewne rzeczy się sprawdzają, inne nie. Po każdej zmianie kontyngentu powstają setki stron materiałów. Ktoś w końcu musi siąść i je przetworzyć, zebrać w jedną porządną całość - tłumaczy bydgoski eurodeputowany Janusz Zemke, były wiceminister obrony narodowej. - Żołnierze ci będą mieli za zadanie zbierać, analizować i rozpowszechniać te dane na potrzeby całego NATO.
- Do tego Centrum Doktryn i Szkolenia ma eksperymentować, tworzyć nowe koncepcje i sposoby prowadzenia działań. Wszystko po to, by przygotować dowództwa, sztaby i wojska do realizacji zadań przy zmieniających się wciąż warunkach pracy - tłumaczy pułkownik Wiesław Grzegorzewski, rzecznik MON.
Zemke: - To jedna z kluczowych inwestycji na najbliższe lata w polskim wojsku. Pokazuje zmiany zachodzące w armii. To nie będzie ośrodek dowódczy, ale analityczny.
Swoją siedzibę nowa jednostka znajdzie najpewniej przy ul. Szubińskiej, na terenie Centrum Szkolenia Sił Połączonych, skąd także płyną dobre wieści. Jak się okazuje, w Brukseli o JFTC mówi się w samych superlatywach. Dzięki temu obsada NATO-wskiej jednostki zwiększy się o prawie połowę. Dziś pracuje tam 65 osób, od stycznia zasili je 30 dodatkowych oficerów z zagranicy.
Tempa nabierają też przygotowania do wybudowania hotelu dla oficerów NATO. Jak dowiedziała się "Gazeta", stanie na ul. Wysokiej, tuż przy istniejącym wojskowym kompleksie.
- Zrezygnowaliśmy z poszukiwań i ostatecznie zgodnie z pierwotną decyzją ministra Klicha hotel zostanie od podstaw wybudowany na Błoniu - informuje Magdalena Wojciechowska z Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, która zajmuje się inwestycją. - Przy naszym modelu działania, czyli partnerstwie publiczno-prywatnym, nadal prowadzimy negocjacje z inwestorami, którzy zdecydowaliby się razem z nami ten obiekt sfinansować. Jesteśmy więc na tym nudnym etapie papierkowej roboty - tłumaczy.
Nie wiadomo, jak długo może potrwać wyłanianie tej firmy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w grę wchodzi kilku inwestorów, tak z Polski, jak i z zagranicy.
Przypomnijmy, że w tym roku zadecydowano także o ulokowaniu w naszym mieście dowództwa 3. Batalionu Łączności NATO. Trwają właśnie negocjacje związane z ponoszeniem kosztów inwestycji oraz przygotowanie żołnierzy do struktur batalionu.
(W „Gazecie Wyborczej”, 21 grudnia 2009 r., Sandra Federowicz)
Zemke zaalarmował już unijnego komisarza transportu, 14 grudnia 2009
Czesi… blokują naszą autostradę. Jeśli Czechy nie przyspieszą prac na międzynarodowej trasie A-1, Polska i inne kraje mogą dostać mniej unijnych środków na jej budowę.
- Groźba taka jest realna - nie kryje nasz europoseł Janusz Zemke. - Transeuropejska trasa A-1 ma połączyć Polskę, Słowację, Czechy i Austrię. Niepokój budzi opieszałość prac przy niektórych odcinkach. U nas dotyczy to połączenia Toruń – Łódź, problemy są także w Słowacji. Ale największym problemem jest sytuacja w Czechach. Praktycznie wstrzymano tam prace, twierdząc, że ta autostrada nie jest priorytetem, bo rzekomo nie ma na nią zapotrzebowania.
Zemke podkreśla, że właśnie zaczynają się praca nad unijnym budżetem na lata 2014-2020. W razie przeciągających się opóźnień na czeskim odcinku autostrady, unijne pieniądze mogą popłynąć na konkurencyjne projekty komunikacyjne. A jest ich aż 14. U europosła Zemkego interweniował zaniepokojony marszałek pomorski. Z austriackim posłem – Othmarem Rarasem zmobilizował więc 13 deputowanych, z Austrii, Słowacji, nawet z Czech. Wśród nich byłą komisarz Danutę Hubner oraz przyszłego komisarza budżetu Janusza Lewandowskiego. Razem skierowali wystąpienie do Komisji Europejskiej, by interweniowała o przyspieszenie prac nad tą trasą. Dokument trafił już do rąk europejskiego dyrektora generalnego do spraw transportu.
Autorzy podkreślają m.in., że blokada na czeskim odcinku może spowodować opóźnienie prac w innych krajach, zatamuje też płynność całej trasy, a tym samym kierowcy będą z niej w znacznie mniejszym stopniu korzystali.
- Dołożymy wszelkich starań, by tak się nie stało - zapewnia Zemke. - Będziemy nękać komisarza transportu, ale także zabiegać o unijne środki. Rangę wystąpienia podnosi fakt, że podpisali je posłowie z różnych partii i państw. Komisja na pewno wystąpi o wyjaśnienia opóźnień, przede wszystkim do czeskiego rządu. Ale największym straszakiem jest groźba wstrzymania środków na inne komunikacyjne inwestycje.
(W "Gazecie Pomorskiej", 14 grudnia 2009 r., DK)
„PO usunęła niewygodnych. Skandal”, 5 grudnia 2009
Odwołanie Zbigniewa Wassermanna i Beaty Kempy ze składu hazardowej komisji śledczej to „skandal” i „czarny dzień polskiej demokracji” – uważa Krzysztof Putra. Jego zdaniem takie działanie świadczy o tym, że PO się boi. - Platforma robi wszystko by nie wyjaśnić afery hazardowej - wtóruje mu Janusz Zemke europoseł SLD.
Wniosek w piątek przegłosowali posłowie Platformy Obywatelskiej pod nieobecność posła PSL. Powołali się na ekspertyzę Biura Analiz Sejmowych, z której wynika, że komisja śledcza może powołać na świadka posła, który w niej zasiada, dopiero po wyłączeniu go ze swojego składu.
- Wyrzucanie z komisji profesjonalistów, szczególnie pana Wassermanna, który ma olbrzymie doświadczenie, oraz pani Kempy, która potrafi dojść do jądra prawdy, świadczy o tym, ze PO albo się boi, albo nie rozumie zasad demokracji – ocenił w TVN24 Putra.
Według niego piątek był „czarnym dniem polskiej demokracji”, a Platforma po raz kolejny pokazała, że zależy jej nie na dotarciu do prawdy, tylko odwróceniu uwagi, a nawet sparaliżowaniu prac komisji. Przypomniał też, że do 28 lutego coraz bliżej, a okrojona komisja ma przerwę w pracy.
"Po nie chce wyjaśnić afery"
Równie negatywnie o wykluczeniu posłów PiS z komisji wypowiada się Janusz Zemke. - Zaczynam mieć wątpliwości czemu ta komisja służy. Podstawowy problem polega na tym, że najważniejsze siły polityczne w kraju deklarują chęć rozwikłania tej afery, a PO robi wszystko żeby ta komisja niczego nie wyjaśniła - przekonuje.
Zdaniem Zemkego takich działań PO destabilizujących prace komisji jest wiele. – Ograniczono czas pracy komisji, rozszerzono zakres jej działania, to nie pomaga - wylicza. Europoseł SLD przyznał, że zastanawia go kto podjął decyzję o usunięciu Wassermanna i Kempy z komisji. – Ciekawe czy była to samodzielna decyzja dość mało znanych posłów PO w komisji - powątpiewał.
(W TVN24, 5 grudnia 2009 r., kaw/Ola)
Misja w Afganistanie może nas słono kosztować, 3 grudnia 2009
(Z posłem Zemkem rozmawia Przemysław Łuczak)
- Jak pan ocenia zapowiedź wysłania do Afganistanu kolejnych 600 polskich żołnierzy?
Oceniam to krytycznie. Nie mam jednak wątpliwości, w przeciwieństwie do większości Polaków, że Polska powinna uczestniczyć w misji NATO w Afganistanie. Wszystkie państwa należące do sojuszu biorą w niej udział i nie wyobrażam sobie, żeby akurat Polska się z tego wyłamała. Można jednak uczestniczyć w tych misjach w różny sposób. Polska swój udział traktuje bardzo poważnie. Chciałbym przypomnieć, że w 2003 r. mieliśmy w Afganistanie 100 żołnierzy, przede wszystkich saperów, którzy działali w bazie Bagram, teraz mamy 2 tys. Obecny rząd zmienił charakter polskiej misji. Dzisiaj bowiem trzon naszego kontyngentu stanowią grupy bojowe. Rząd podjął również decyzję, żeby Polska przejęła samodzielną odpowiedzialność za prowincję Ghazni.
- Dlaczego nie powinniśmy wysyłać więcej wojska do Afganistanu?
Po pierwsze, niech wszystkie państwa natowskie traktują swoje zobowiązania jednakowo. Tymczasem są państwa, których wysiłek jest duży: USA, Wielka Brytania, Kanada, Holandia, Niemcy i Polacy, ale są państwa, których udział w misji jest symboliczny, a już broń Boże, żeby wzięły udział w jakichś działaniach bojowych. Oczekiwałbym, żeby w NATO przeprowadzono uczciwą analizę tej sytuacji. Nie może być tak, że wszyscy oczekują od NATO wsparcia w razie sytuacji konfliktowej, ale gdy trzeba dać swój wkład finansowy czy ludzki, to się pokazuje plecy.
- Czy stać nas na zwiększanie kontyngentu w Afganistanie?
W ostatnim czasie w Polsce doszło do drastycznej redukcji wojska. Mamy obecnie 93 tys. żołnierzy. Żeby pokazać, jak duża jest to redukcja wojska, powiem, że jeszcze kilkanaście lat tylko sam Pomorski Okręg Wojskowy liczył 130 tys. żołnierzy. Moim zdaniem, nie mamy możliwości wojskowych ani finansowych, żeby tak istotnie zwiększać liczbę żołnierzy na misji. Wysłanie żołnierzy oznacza, że trzeba ich mieć trzy razy więcej, bo ktoś jest na misji, ktoś po niej odpoczywa, ktoś się do niej przygotowuje. Uważam jednak, że zwiększanie liczebności żołnierzy, to nie jest dobry sposób na rozwiązywanie problemów w Afganistanie. Historia uczy, że tam to się nie sprawdza. Trzeba jednocześnie szkolić Afgańczyków, przekazywać im odpowiedzialność za poszczególne prowincje, stworzyć kalendarz kończenia misji.
- Czy w Afganistanie jest możliwy scenariusz iracki?
Problemem Afganistanu jest to, że gigantyczne pieniądze wpompowano w rząd, który ma władzę tylko nad częścią Kabulu. W Iraku udało się wyjść z pewnego impasu poprzez intensywne szkolenie i „zmuszenie” Irakijczyków, żeby przejęli odpowiedzialność za kraj. W Afganistanie taki wariant jest trudniejszy do przeprowadzenia. Talibów jest od 20 do 30 tys. Ale 100 tys. żołnierzy nie jest w stanie sobie z nimi poradzić, bo talibowie działają przede wszystkim w górach, które stanowią 90 proc. kraju. Niemniej wcześniej czy później trzeba będzie zostawić to wszystko Afgańczykom.
- Ile ta misja nas kosztuje?
MON oficjalnie podaje, że misja w Afganistanie kosztuje nas 700 mln zł rocznie. Powiem teraz, czym się różni w wymiarze finansowym Irak od Afganistanu. Otóż Irak był „tani”, ponieważ w nim ponosiliśmy tylko wydatki osobowe, co kosztowało rocznie około sto kilkadziesiąt milionów. Całe utrzymanie baz, transportu, wyżywienie, wodę, itp. brali na siebie Amerykanie. Na każdą wydaną przez nas złotówkę wydawali oni 2 dolary. W Afganistanie, ponieważ jest to misja NATO, obowiązuje zasada - dajesz siły, za wszystko płacisz.
- Rozumiem, że te 700 mln zł, to tylko część kosztów...
Podam przykład kosztów, o których nie mówi się oficjalnie. Rewelacyjnie spisują się tam rosomaki. Do tej pory zostały one 26 razy trafione z granatnika albo najechały na minę, ale żołnierze przeżyli. Część z nich nawet nie nadaje się do remontu. Każdy rosomak kosztuje prawie 11 mln zł. Mnożąc to razy 26 otrzymujemy wielką kwotę. Poza tym, w Afganistanie sprzęt zużywa się cztery razy szybciej niż w normalnych warunkach, bo panują tam wielkie zapylenie i bardzo wysokie temperatury. Nie podaje się jednak, ile kosztuje wycofanie zużytego sprzętu. Do Afganistanu wszystko trzeba przerzucać drogą lotniczą, w przeciwnym razie dużo sprzętu ginie albo ulega zniszczeniu. Jeden lot samolotu transportowego typu „Rusłan” w obydwie strony kosztuje około 200 tys. dolarów.
(W "Expressie Bydgoskim", 3 grudnia 2009 r., Przemysław Przybylski)
Opinie: J. Zemke o prezydencie i szefowej dyplomacji UE, 23 listopada 2009
- Europejskie media krytykują nowo wybranego prezydenta UE, belgijskiego premiera Van Rompuy oraz szefową dyplomacji, Brytyjkę Catherin Ashton. Piszą, że to „państwo Nikt"...
- To krzywdząca opinia. Z równym powodzeniem można by tak napisać o szefie Parlamentu Europejskiego Jerzym Buzku, szerzej przecież nieznanym w Europie. Ostatnie wybory czołowych postaci Unii pokazują sensowną, moim zdaniem, politykę personalną wspólnoty. Na szefów najważniejszych instytucji nie wybiera się silnych czy apodyktycznych przywódców wielkich państw, lecz sprawnych polityków. I co najważniejsze - zdolnych do kompromisów. Ta umiejętność w gronie 27 państw jest fundamentalna, inaczej nie byłoby mowy o współpracy.
- Komentatorzy polityczni obawiają się, że zarówno Van Rompuy, jak i Catherine Ashton będą marionetkami w rękach unijnych mocarst – trzeba się tego obawiać?
- Moim zdaniem - nie. Proszę sobie wyobrazić, że na te stanowiska zostaliby wybrani przedstawiciele największych państw UE - to byłby dopiero powód do narzekań. Należało więc znaleźć sposób na równowagę między wielkimi krajami a małymi, między chadekami a socjaldemokratami, wreszcie między mężczyznami a kobietami.
- Sądzi pan, że to się udało?
- Tak, nowe państwa UE, głównie z naszej części Europy, mają swojego szefa Parlamentu Europejskiego - Jerzego Buzka. Państwa południowe – np. Hiszpania, Portugalia czy Włochy - szefa Komisji Europejskiej - Jose Manuela Baroso, o którym też mówiono, że nie jest wyrazistym i dynamicznym człowiekiem. Z kolei prezydent UE pochodzi z małego kraju – trudno tu więc mówić o dominacji Berlina, Paryża czy Londynu. A czy to nowe unijne przywództwo okaże się równorzędnym partnerem wobec światowych mocarstw - USA czy Chin - pokaże czas.
(W “Gazecie Pomorskiej”, 21 listopada 2009 r., rozmawiał Jacek Deptuła)
Sposób na staż w Brukseli, 21 listopada 2009
Aż 110 studentów ubiega się o staż u boku Janusza Zemke, europosła z Bydgoszczy. W sobotę do Brukseli pojedzie pierwszy z nich.
- O możliwości wyjechania za granicę i współpracy z panem Zemke dowiedziałem się przypadkiem - wspomina Wojciech Cilińdź, student trzeciego roku zarządzania i inżynierii produkcji w Bydgoskiej Szkoły Wyższej. - Będąc na uczelni, ot tak sobie, ze zwykłej ciekawości, przeglądałem tablice z ogłoszeniami i trafiłem właśnie na to. Pomyślałem sobie: „czemu by nie spróbować?" I udało się! Zaczynam się już pakować. A w sobotę ruszam do Brukseli - cieszył się Wojciech.
Trwają rozmowy kwalifikacyjne
Chętnych na asystowanie Januszowi Zemke nie brakowało. - Zaledwie w ciągu tygodnia dostaliśmy ponad sto zgłoszeń - chwali się Tomasz Puławski, koordynator ds. staży w biurze europosła. - Zgłaszali się do nas studenci nie tylko z Bydgoszczy, ale z całego regionu - dodaje.
Spośród nich wybrano 40 najlepszych, którzy biorą właśnie udział w rozmowach kwalifikacyjnych. -W tym roku akademickim aż ośmiu z nich ma szansę wyjechać do Brukseli lub Strasburga. Czekać tam będzie na nich samodzielne stanowisko pracy, konkretne zadanie do zrealizowania i tysiąc euro wynagrodzenia. Stypendyści będą pracować w jednej z czterech komisji Parlamentu Europejskiego, do których należy Zemke. Do wyboru mają Komisję Bezpieczeństwa i Obrony, Transportu i Turystyki, Praw Człowieka i Spraw Zagranicznych. Staż potrwa miesiąc.
Ci, którzy nie zdecydują się na wyjazd za granicę, mogą stażować w biurze krajowym europosła.
Szansa jeszcze nie przepadła
Organizacja staży nie będzie jednak jednorazową akcją. - Zakładamy, że będą one się odbywać przez cały okres trwania mandatu Janusza Zemke, czyli przed nami jest jeszcze całe 5 lat - mówi Puławski. - Myślę, że taki wyjazd i asystowanie u boku europosła to dla młodych możliwość zdobycia bardzo cennego punktu w CV - podkreśla Puławski.
(W „Gazecie Pomorskiej”, 10 listopada 2009 r., DJ)
Kapitał posłów: wiedza, 21 listopada 2009
Co pan może załatwić? – śpiewano w Kabaretach Polski Ludowej. Wówczas mógł to być kolory telewizor „Rubin” albo kilogram wołowego bez kości od pani Krysi z mięsnego…
Przy Parlamencie Europejskim działa 1500 firm lobbingowych szukających… informacji.
Na spotkaniu europosła Janusza Zemke z przedsiębiorcami Loży Bydgoskiej Business Centre Club nie padło takie pytanie, przynajmniej nie wprost. Ale istota sprawy pozostaje ta sama: co kujawsko-pomorscy posłowie do Parlamentu Europejskiego mogą załatwić dla regionu? Dzięki przyzwoitej frekwencji wyborczej podczas wiosennych wyborów województwo nieoczekiwanie ma aż 3 trzech deputowanych do PE: Janusza Zemke, Tadeusza Zwiefkę i Ryszarda Czarneckiego.
Na pewno nie będą oni przywozić znajomym, jak to za socjalizmu bywało, zachodnich trunków czy sprzętu hi-fi. Stawka jest o wiele wyższa, warta nawet miliony euro. To przede wszystkim informacja.
Najlepszy towar
w dzisiejszym zglobalizowanym świecie. Bo przecież europoseł nie załatwi renowacji bydgoskiej ulicy Dworcowej, tamy dla Włocławka czy niezbędnego mostu dla Torunia. Ale może „załatwić” co innego - przekazać informacje na jaki cel idą największe unijne dotacje, jaka branża jest przyszłościową, a jaka nie ma szans na unijną pomoc.
– Podam przykład - mówi Janusz Zemke. – Pierwsze stypendium ufundowałem stażystce ze Świecia. To ekonomistka pracująca w przedsiębiorstwie budowy dróg. A ja jestem m.in. członkiem komisji transportu. Okazuje się, że w Brukseli już dyskutują o przyszłych planach bezpieczeństwa na autostradach, o technikach budowy z użyciem nowej generacji betonu, mówi się o nowych rodzajach szybkich lokomotyw. Na razie nas to nie dotyczy, bo nie jesteśmy zaawansowani w tych dziedzinach. Ale za kilka lat unijne zalecenia i plany do nas dotrą. I wówczas ta wiedza okaże się niezbędna, także dla małego lub średniego biznesu czy np. dla bydgoskiej PESY.
Po trzech miesiącach
w Brukseli pierwszy z bloków startowych ruszył Zemke. Otwiera biura, funduje stypendia i odbywa dziesiątki spotkań, między innymi z kujawsko-pomorskimi biznesmenami. Na razie nie zasypał naszych przedsiębiorców pomysłami, ale kadencja europosła trwa pięć lat. A jedną z przeszkód w obecnej pracy PE jest brak komisarzy- kadencja dotychczasowych upływa w grudniu. Dopiero po wyborze nowych zacznie się normalna praca parlamentu.
– Jednak nie możemy zapominać - tłumaczył gość bydgoskiego BCC - że Polska ma dwa szczęśliwe okresy w Unii. To jest ten czas, do 2013 roku, i następny - do 2020. Później Europa nie będzie nam już pomagać, tylko zacznie oczekiwać, że my pomożemy słabszym. Poza tym Niemcy, Wielka Brytania czy Francja będą na pewno domagać się zmniejszania swoich wkładów do wspólnego budżetu. Ten czas musimy zatem maksymalnie wykorzystać.
Najświeższe informacje, jakie Janusz Zemke przywiózł z Brukseli są niezłe. Do 2 października w Komisji Europejskiej znalazły się wnioski o dotacje na sumę 645 milionów euro, z czego z Polski - na kwotę 514 milionów.
Okazuje się też, że tylko w ubiegłym roku Polska otrzymała na czysto – po odjęciu składki - 4,2 miliarda euro. To aż 5 procent polskiego PKB! Do roku 2013 nasz kraj ma szanse otrzymać - również netto - 67 miliardów euro. I tu jest problem - Polska nie dostanie, tylko masz szanse dostać te gigantyczne pieniądze. Bowiem kluczem do sukcesu nie są wirtualne póki co sumy, lecz konkretne inwestycje. – To prawda, jesteśmy krajem, który otrzyma najwięcej pieniędzy w UE – tłumaczy europoseł. Ale skala wykorzystania tych pieniędzy jest na razie niewielka - zaledwie 1,35 procenta. Niemcy wykorzystują dwa razy więcej od nas, a Litwini aż trzy.
W tym momencie bydgoscy przedsiębiorcy przedstawili swoją listę żalów. Twierdzą, że wnioski o przyznanie dotacji są koszmarnie zbiurokratyzowane, a zatwierdzają je młodzi, często bardzo niekompetentni pracownicy Urzędu Marszałkowskiego.
- Zupełnie niejasne są też kryteria przyznawania dotacji - twierdzi Krzysztof Matela, wiceprezes BCC. – Zbyt restrykcyjne są procedury zmian w umowach oraz rozliczanie projektów. Czy można to wreszcie uprościć? Będąc w Brukseli lub Strasburgu można zajrzeć do pana posła?
- Właśnie po to mam biura - odpowiada Zemke. Umówmy się na początek grudnia (z ofert spotkania skorzystało jeszcze kilku przedsiębiorców).
W sektorze małych i średnich przedsiębiorstw naszego województwa do dofinansowania wybrano ponad 200 projektów na sumę 132 milionów złotych. Chodzi głównie o tzw. „projekty twarde” – inwestycje w budynki, sprzęt, oprogramowanie itp. Natomiast w programie „Kapitał ludzki” nasi przedsiębiorcy otrzymali już 100 mln złotych wsparcia.
Jednak podczas spotkania ciągle powracał wątek dostępu do informacji. – Rzeczywiście to podstawa. Kiedy jestem na obradach komisji transportu i turystyki, ciągle się dziwię – opowiada Janusz Zemke. – Sądziłem, że będzie tam może ze trzydziestu europosłów. Tymczasem w sali siedzi z pięćset osób - to są europejscy lobbyści!
- W Polsce, kiedy polityk słyszy to słowo, zaraz zaczyna się zastanawiać, czy nie jest podsłuchiwany przez służby. Tymczasem przy Parlamencie Europejskim działa… tysiąc pięćset firm lobbingowych. O co im chodzi? Oczywiście - o informacje. W Europie lobbyści stanowią integralną część demokratycznych struktur, nie da się nawet bez nich działać. Przecież posłowie nie wymyślają przepisów dla siebie tylko budują prawo, z którego korzysta gospodarka i poszczególne firmy. Samo tylko biuro niemieckich kolei liczy 17 pracowników, nasze PKP mają bodaj dwóch.
Inna sprawa to przedstawiciele regionów przy Parlamencie Europejskim. Nasz reprezentuje jedna osoba, kompetentny i rzutki Tomasz Borczuk. A jeden tylko niemiecki land – Hesja - ma dziewięćdziesięciu!
Janusz Zemke twierdzi, że zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby Urząd Marszałkowski pomyślał o wzmocnieniu naszego przedstawicielstwa. – Lepiej mieć o dwie, trzy osoby mniej w Toruniu, a więcej w Brukseli. To się naprawdę opłaci.
Tydzień temu na przykład europosłowie otrzymali założenia unijnego budżetu na 2010 r. To 170 stron informacji, tabel i wykresów. To informacje o wielu dodatkowych funduszach na ekologię, bezpieczeństwo energetyczne, transport i bezpieczeństwo wewnętrzne. – Nie jestem w stanie przeanalizować tego wszystkiego, ale z tego dokumentu można dowiedzieć się, jakie są strategiczne kierunki rozwojowe Unii Europejskiej. I ile na tym może skorzystać region, jego przedsiębiorcy oraz mieszkańcy.
Bydgoska loża BCC zapowiada kolejne spotkania z pozostałymi dwoma posłami do Parlamentu Europejskiego. Coś dobrego musi się z tego urodzić.
***
Anna Sąsiadek z Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu przyznaje, że brukselskie biuro województwa istotnie wymaga wsparcia. Nie wyklucza, że niebawem sprawą zwiększenia liczebności biura zajmie się Zarząd Województwa. Na razie przedstawicielowi Kujawsko-Pomorskiego pomagają stażyści z uczelni regionu.
(W „Gazecie Pomorskiej”, 30 października 2009 r., Jacek Deptuła)
Zemke: W umowie o stacjonowaniu wojsk USA liczą się szczegóły, 20 listopada 2009
Faktem jest, że plany, o których obecnie mówi administracja Obamy, przewidują nie stałą, tylko kilkumiesięczną obecność jednostki obsługujące patrioty - mówi Janusz Zemke, członek Sejmowej Komisji Obrony w rozmowie z Jakubem Mielnikiem.
-Jak ujawniła wczoraj ''Polska'', udało się zakończyć negocjacje w sprawie umowy SOFA, która reguluje status prawny wojsk amerykańskich w Polsce. Dlaczego tak długo to trwało?
- Z mojego doświadczenia wynika, że z Amerykanami wszelkie akty prawne negocjuje się bardzo trudno. Oni przywiązują ogromną wagę do szczegółów, bo życie uczy ich, że niedopilnowanie szczegółów w przypadku stacjonowania sił USA za granicą może być bardzo kosztowne.
- Z tego, co wiadomo, Polsce udało się wynegocjować podobną umowę jak ta, którą mają Hiszpanie. Żołnierze US Army będą podlegać amerykańskiej jurysdykcji tylko w czasie służby i na terenie bazy.
- Amerykanie starają się zabezpieczyć przed politycznie motywowanymi próbami nękania ich żołnierzy stacjonujących za granicą. Ale tu chodzi o odpowiedzialność w sprawach karnych. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Poza bazą może dochodzić do wypadków, poszkodowani mogą domagać się odszkodowań, które zazwyczaj pokrywa polski MON i dopiero potem rozlicza się z władzami kraju, którego żołnierze goszczą na naszej ziemi. Tak zdarza się np. w czasie manewrów na poligonie w Drawsku, który jest komercyjnie wykorzystywany przez sojusznicze armie natowskie. W wojsku dochodzi czasami do wypadków czy zniszczenia jakiegoś mienia. Pojawia się zatem pytanie, czy Amerykanie będą uznawać nasze wyceny szkód, czy też za każdym razem będą powoływać własnych rzeczoznawców. To wbrew pozorom istotna kwestia, gdy dochodzi np. do wypadku, którego efektem jest trwałe inwalidztwo wymagające wypłacania dożywotniej renty.
- Ale próby uchylania się od tego typu odpowiedzialności miałyby fatalne skutki wizerunkowe dla sił USA w sojuszniczej Polsce.
- Proszę jednak pamiętać o wypadku we Włoszech kilka lat temu, gdy piloci amerykańscy strącili kolejkę linową, powodując śmierć wielu ludzi. Amerykanie nie tylko nie wydali winnych wypadku lotników Włochom, ale też długo procesowali się o wysokość odszkodowania, była z tego poważna awantura.
- A może umowa SOFA w ogóle nie jest nam potrzebna? Negocjacje zaczynały się przecież w czasie, gdy USA chciały budować w Polsce tarczę antyrakietową. Plany obecnej administracji są znacznie skromniejsze i zakładają jedynie czasową obecność grupy żołnierzy potrzebnych do obsługi baterii rakiet Patriot.
- Faktem jest, że plany, o których obecnie mówi administracja Obamy, przewidują nie stałą, tylko kilkumiesięczną obecność jednostki obsługujące patrioty. Nie zmienia to faktu, że powinniśmy mieć międzyrządową umowę z Amerykanami, niezależnie od tego, czy zbudują u nas tarczę, czy nie. Umowa musi być ratyfikowana przez parlament, co przedłuży moment wejścia jej w życie. Nie powinna ona być powiązana bezpośrednio z tarczą, tylko w ogóle regulować status amerykańskich żołnierzy w Polsce.
(W dzienniku „Polska Times”, 20 listopada 2009 r.)
Gimnazjaliści z Pakości pojadą do Brukseli, 6 listopada 2009
W wycieczce do europarlamentu wezmą udział najaktywniejsi obecnie gimnazjaliści: Adela Marchel z klasy III b, Maciej Czaja i Hubert Mocny z klasy II b. Wycieczka to pomysł europosła Janusza Zemke. W ten sposób docenił działalność pakoskich uczniów w Szkolnym Klubie Europejskim "EURO-GIM-PAK-KLUB".
Europoseł Janusz Zemke będzie sponsorował ten wyjazd. W ten sposób docenił działalność pakoskich uczniów w Szkolnym Klubie Europejskim "EURO-GIM-PAK-KLUB".
Na fot. Janusz Zemke podczas dyskusji panelowej o miejscu Polski w UE i NATO w pakoskim gimnazjum.
W tym roku klub obchodził jubileusz 10-lecia działalności. Gościem honorowym uroczystości był właśnie poseł Janusz Zemke. Polityk wziął również udział w dyskusji panelowej poświęconej miejscu Polski w Unii Europejskiej i NATO.
- W trakcie pobytu w Belgii gimnazjaliści będą poznawać funkcjonowanie Parlamentu Europejskiego, pracę europarlamentarzystów. Odwiedzą również ciekawe miejsca w Brukseli - mówi Ryszard Kuflewicz, opiekun klubu europejskiego, który również weźmie udział w tej wyprawie.
Specjalne zaproszenie na wyjazd otrzymała także dyrektor Gimnazjum Grażyna Zygmańska.
(W „Gazecie Pomorskiej”, Inowrocław, 6 listopada 2009 r., dan)
Janusz Zemke uhonorowany "Bydgoskim Autografem", 11 października 2009
W imieniu i przy jednogłośnej aprobacie Zarządu Miejskiego SLD w Bydgoszczy, przewodniczący Łukasz Chojnacki wystąpił do ratusza z wnioskiem o uhonorowanie umieszczeniem wśród „Bydgoskich Autografów” nazwiska posła na Sejm RP (przez 20 lat), obecnie europosła JANUSZA ZEMKE. Dziś wiemy już, że tak będzie!
Autografy rozdane. Odsłonięcie w mikołajki
Irena Santor, Radosław Sikorski i Janusz Zemke zostaną uhonorowani tegorocznymi "Bydgoskimi autografami". Uroczyste odsłonięcie przy ul. Długiej nastąpi w dzień świętego Mikołaja - patrona Bydgoszczy.
Wyboru spośród nadesłanych do ratusza propozycji wybrała kapituła honorowa. Z jakim uzasadnieniem? Minister Radosław Sikorski lobbuje na rzecz Bydgoszczy, podobnie były wiceminister obrony narodowej i eurodeputowany Janusz Zemke, a Irena Santor darzy nasze miasto szczególnym sentymentem, choć pochodzi z Papowa Biskupiego.
Swoje podpisy w ciągu dwóch lat przy ul. Długiej zostawili już: Irena Szewińska, Jerzy Hoffman, Rafał Blechacz, Adam Sowa, Zbigniew Boniek, Lech Wałęsa, Tomasz Gollob, Kazimierz Karabasz, Edmund Obiała i Katarzyna Popowa-Zydroń.
(W „Gazecie Wyborczej”, 11 października 2009 r., sf)
Janusz Zemke w Bydgoskiej Szkole Wyższej, 11 października 2009
W sobotę, 11 października, poseł do Parlamentu Europejskiego Janusz Zemke wziął udział w inauguracji roku akademickiego w Bydgoskiej Szkole Wyższej. W murach tej prężnie rozwijającej się uczelni już po raz szósty zainaugurowano rok akademicki.
Tegoroczna uroczystość miała charakter wyjątkowy. Wśród gości byli parlamentarzyści z Kujawsko-Pomorskiego.
Oprócz tradycyjnej immatrykulacji studentów I roku, podczas inauguracji odbyła się także ceremonia przekazania insygniów władzy rektorskiej przez dotychczasowego rektora prof. dra hab. inż. Jana Mikołajczaka na ręce nowego rektora BSW – prof. nadzw. dra hab. Sławomira Tecława.
Szkoła otrzymała także sztandar ufundowany przez założyciela uczelni, a wręczony społeczności akademickiej przez prezydenta Bydgoszczy Konstantego Dombrowicza.
W krótkim przemówieniu Poseł Janusz Zemke podziękował władzom uczelni za zaproszenie i zwrócił uwagę, że już po raz piąty uczestniczy w uroczystości roku akademickiego na BSW.
Poseł pogratulował uczelni mądrego rozwoju, o którym świadczą między innymi systematyczny wzrost liczby studentów, a także ciągle rozbudowywana i coraz lepiej wyposażona baza i wysoko wykwalifikowana kadra naukowa.
Janusz Zemke wspomniał także o inicjatywie staży studenckich, które jako poseł do Parlamentu Europejskiego z województwa kujawsko-pomorskiego chciałby organizować dla studentów z regionu. Zwracając się do społeczności akademickiej BSW eurodeputowany zaznaczył, że zależałoby mu na tym, żeby wśród stażystów znajdowali się także studenci Bydgoskiej Szkoły Wyższej. - Byłoby mi miło gdyby w ciągu roku co najmniej dwóch studentów z Waszej uczelni było moimi stażystami, powiedział Janusz Zemke.
Warto dodać, iż bieżący rok akademicki rozpoczęło tysiąc nowych studentów, a łącznie na tej mocno związanej z Bydgoszczą i województwem uczelni studiować będzie 2300 osób, na siedmiu kierunkach odpowiadających głównie potrzebom regionalnego rynku pracy.
(tp, Bydgoszcz, 10 października 2009 r.)
J. Zemke w "Rozmowie dnia" o aferze hazardowej, 8 października 2009
Telefonicznym gościem audycji Polskiego Radia Pomorza i Kujaw był 8 października br. eurodeputowany Janusz Zemke.
W rozmowie z redaktor Magdą Jasińską, europoseł wyraził swoją opinię o aferze hazardowej, skutkującej jak dotąd odwołaniem z rządu premiera Tuska aż siedmiu ministrów z grona najbliższych premierowi osób.
Mimo to europoseł stwierdził, że nie znajduje odpowiedzi na dwie fundamentalne kwestie:
1. W wyniku blokowania prac nad zmianami ustawy, budżet państwa stracił bardzo duże pieniądze. Trzeba wyjaśnić, czy panowie w ujawnionych stenogramach rozmów tylko się popisywali przed sobą, czy też rzeczywiście ktoś skutecznie blokował wejście w życie nowej ustawy?;
2. Zdumienie posła budzą liczne przecieki stenogramów podsłuchanych rozmów. Po poinformowaniu kilku osób w państwie, przedstawiciele branży hazardowej zostali uprzedzeni, że interesuje się nimi CBA. Jak to się stało?
Zdaniem posła J. Zemke – odpowiedzi na te kwestie szukać musi parlamentarna komisja śledcza.
- Pan premier przyjął taką filozofię, że z punktu widzenia PO kluczowe są wybory prezydenckie, więc teraz nastąpiło przegrupowanie i próba pójścia do przodu. Czy taki manewr się uda? Zobaczymy.
Na pytanie: - Czy dobrze by było, gdyby Radosław Sikorski przejął kierowanie MON-em?, Janusz Zemke odpowiedział, iż nie najlepiej ocenia obecne kierowanie sprawami obronności kraju. MON ma bardzo poważny problem z niepodejmowaniem wielu ważnych decyzji. Np. na pytanie, kiedy zostaną rozstrzygnięte sprawy techniczne naszego wojska, jak choćby zakup śmigłowców tak potrzebnych żołnierzom na misjach – MON mówi, że nad tym pracuje, ale decyzji nie ma. Ja bym rozumiał dokonanie zmian w kierownictwie MON, bo one prędzej czy później będą musiały mieć miejsce.
Minister Sikorski zna sprawy wojska, ma doświadczenie w tym zakresie, a resort spraw zagranicznych też ma dziś problem.
Kiedy w USA pojawia się nowy prezydent, kilka tysięcy ludzi z poprzedniej ekipy zmienia pracę. Natomiast nasz resort spraw zagranicznych ma problem wynikający z silnych powiązań z poprzednią ekipą rządzącą w USA prezydenta Busha, to też prowadzeniu skutecznej polityki zagranicznej w Polsce nie pomaga.
W kwestii podjęcia próby odwołania szefa CBA, europoseł stwierdził, iż od początku istnienia tej służby miał krytyczne uwagi dot. filozofii działania CBA i konstrukcji tego urzędu.
CBA uzyskało bardzo duże uprawnienia i stało się de facto państwem w państwie. Nie ma też w naszym kraju instytucji, która by w sposób rzeczywisty, a nie tylko formalny, była w stanie kontrolować to, co robi CBA.
Jak widzę sytuację, kiedy szef centralnego urzędu państwa, a takim jest CBA, organizuje konferencję prasową po przesłuchaniu go w Rzeszowie, podczas której głównie atakuje swego przełożonego, czyli premiera, to powstaje pytanie – czy w Polsce jest jedno państwo, czy też dwa?
Premier nie miał innego wyjścia jak odwołać szefa CBA, bo biuro nie może istnieć jako niezależny byt.
Czy jednak formalnie uda się odwołać Mariusza Kamińskiego? – pytała red. Jasińska.
- Z grubsza wiadomo, jak to się potoczy dalej – mówił Janusz Zemke. Do odwołania M. Kamińskiego potrzebne są trzy opinie: rządowe kolegium ds. służb specjalnych, w którym przewodzi premier – wyda opinie pozytywną, podobnie sejmowa komisja ds. służb specjalnych, gdzie większość ma koalicja rządząca, no i pan prezydent, który wyda opinię negatywną.
Ustawa nie określa terminu wydania opinii przez Prezydenta RP, ale to nie znaczy, że powinno się to przeciągać na miesiące. Premier powinien poczekać tydzień, dwa i wydać decyzję, która leży w jego kompetencjach.
Red. Jasińska pytała także, jak to jest, że europoseł J. Zemke przebywa obecnie w Brukseli, a np. eurodeputowany PiS Z. Ziobro jest widziany w Sejmie?
J. Zemke poinformował, że właśnie trwa plenarna sesja Parlamentu Europejskiego w Brukseli, na której czeka posłów kilkadziesiąt głosowań, natomiast, jak widać w TV, niektórzy europosłowie PiS (nie tylko Z. Ziobro) przebywa ją w polskim Sejmie. Trzeba się jednak czegoś trzymać – powiedział J. Zemke. Jeśli jest się wybranym do PE, to należy reprezentować kraj w Brukseli, a nie uprawiać „politykę korytarzową” nadal w Sejmie.
Powrót
|
|
|